»UK   5 dowodów na istnienie Boga i dlaczego ich nie widać

/status/
SinUs
grupa zostaje z(a)wiązana
domena SinUsTeam.org dla niej zabrana
timTen to MAKS cztery luda
nie mają ograniczeń i wierzą w cuda
jedno ich tylko wybrane zadanie
urokliwe acz niezasłyszane
czesać kasę życia użyć
p(i)różności własnej służyć
nie lękać się zbója ni smoków gromady
nigdy nie odmawiać nauczycielowi porady
w domku promyk nadziei gościć
kiedy trzeba gośćmi rościć
kręcić przelewać trybiki przesuwać
maski nakładać czaszki rozprufać
szare komórki zgrabnie szlifować
i nader wszystko... (F/M)ilować

· genesis
· teamTen
· kontakt

>home & Lem@:
SinUs Team nie przechowuje danych osobowych kogokolwiek.

+

Istnieje pięć dowodów na istnienie Stwórcy. Jednak żaden z nich nie jest przekonywujący dla ateisty. Dlaczego?

Powód tego jest bardzo prosty. Bo gdyby istniał taki dowód, nie byłoby już wyboru: wierzyć czy nie wierzyć. Nie byłoby więc wolnej woli, co jest istotą i jedną z największych wartości człowieczeństwa. W rezultacie ludzie czuli by się niewolnikami, gdyż mieliby świadomość tego, że nie wszystko od nich zależy. A Bóg tego nie chcę! Chce za to by każdy sam określił swój stosunek do Niego. Zostawia nam, tak jak i we wszystkim, wolną wolę.
Tak więc nie ma jednoznacznego, namacalnego i niepodważalnego dowodu na istnienie Boga, bo go być nie może.
Co zaś jest? Są... przesłanki, które są tak przekonywujące, że żaden lepszy dowód nie jest już potrzebny.
Przesłanek jest dokładnie pięć. Wspomnę tu tylko o dwóch tych najmniejszej wagi. Reszta, zasługująca na miano kardynalnych, jest nietrudna do odgadnięcia.

Po pierwsze, Księżyc.
Nie każdy sobie zdaje sprawę z jego niezwykłości. Jest on cały czas skierowany tą samą stroną w stronę Ziemi (co jest wynikiem dokładnej zbieżności jego okresu obrotu wokół własnej osi i jego obiegu dookoła Ziemi), druga jest stale niewidoczna. Co więcej, przez setki lat nie udało się zaobserwować minimalnej nawet odchyłki od tej prawidłowości. Można zatem powiedzieć, że jest on niewiarygodnie dokładnym zegarem. Kto wie, może nawet dokładniejszym niż zegary atomowe.
Pytanie zatem brzmi: czy taki obiekt mógł powstać samodzielnie? Odpowiedź: oczywiści że tak! Ale jest to cholernie mało prawdopodobne. No bo jak wytłumaczyć, że miliony ton materii kosmicznej tak się wzajemnie przyciągnęły siłami grawitacji (lub jakimiś innymi - wszak naukowcy stworzyli ostatnio pojęcie czarnej energii, która daje szansę na uporządkowanie kilku spraw kosmologicznych), iż utworzyły w końcu tak niepowtarzalny obiekt kosmiczny, który znajduje się w tak niezwykłym miejscu naszego układu planetarnego?
Czy nie łatwiej byłoby założyć, że... zrobiła to istota rozumna o zdolnościach tworzenia wszechświatów? Czyli... Bóg właśnie. A warto też wiedzieć, że dzięki Księżycowi mamy takie zjawiska jak: pływy wodne, zaćmienia Słońca, 24-godzinną dobę czy... pory roku. Czy to nie cudowna wręcz zbieżność kosmologiczno-ziemskich przypadków?

Ale Księżyc to nie wszystko, to dopiero początek. Druga przesłanka jest o niebo silniejsza, choć nie jest jeszcze przesłanką "nie do obalenia". To życie.
Kiedyś przeczytałem ciekawe stwierdzenia zwolennika kreacjonizmu, że samodzielne powstanie życia na Ziemi, to mniej więcej to samo co znalezienie nowiutkiego, lśniącego Jumbo Jet'a (czyli Boeing'a 747) na złomowisku starych samochodów.
Obrazowe to porównanie, ale jest coś zdecydowane bardziej przekonywującego. Otóż, jak ma się naukowa teoria powstanie życia na Ziemi do drugiej zasady termodynamiki? Jak piernik do wiatraka, chciałoby się powiedzieć. Albo jedno albo drugie jest prawdziwe, inaczej być nie może. Wszystkich wątpiących zachęcam do poszperania w necie, a na pewno dojdą do tego samego wniosku.

Jest też coś jeszcze cholernie zastanawiającego w tak zwanym naukowym powstaniu życia na Ziemi. Coś, na co chyba mało kto zwraca uwagę, gdyż nie słyszałem, aby ktokolwiek, kiedykolwiek i gdziekolwiek o tym wspomniał. To idealny wręcz timing pojawienia się wszystkich gatunków roślin i zwierząt. Istnieje przecież takie pojęcie jak łańcuch pokarmowy i to dla zdecydowanej większości przedstawicieli ziemskiej fauny. Jak zatem wytłumaczyć, że wszystkie jego elementy, czyli prawie wszystkie rośliny i zwierzęta, powstały w tak dokładnie zsynchronizowanych momentach, żeby "to wszystko", czyli życie na Ziemi, zaczęło działać? Jak to się mogło stać? Przypadkiem?!? Jasne że tak, ale jest to naprawdę bardzo mało prawdopodobne. Dużo mnie niż powstanie naszego kochanego Księżyca.

Pozostałe trzy przesłanki są dla mnie zupełnie niewytłumaczalne i każda z nich jest "nie do obalenia". Ale nie będę tu ich przytaczał. Niech ich odkrycie i analiza będzie ćwiczeniem myślowym dla bardziej ambitnych czytelników.

W zasadzie jedynym argumentem ateistów jest kwestia, że skoro jakoby wszechświat stworzył Bóg, to kto stworzył Boga. Ja widzę dwie możliwości. Albo On istniał zawsze, więc nikt go nie stworzył, albo... stworzył się sam. No bo jeśli założymy, że coś tak skomplikowanego jak system echolokacji nietoperza czy mózg człowieka powstały z oceanicznej prazupy, to czemu samodzielnie, bez niczyjej pomocy, nie mógłby powstać taki "twór" jak Bóg. Może jest On nieodłączną częścią każdego wszechświata? Moim zdaniem teoria taka jest tak samo uprawniona jak "naukowa" teoria powstania życia na ziemi.
Czyż nie?!?